aaa

List św. Bernarda w kontekście współczesnego templaryzmu.

 Autor artykułu – generał brygady Ronald S. Mangum, GCTJ, OSMTJ

 Mistrz Zakonu Templariuszy OSMTJ

 

Zakon Ubogich Rycerzy Chrystusa, lepiej znany w historii jako Zakon Templariuszy, został założony w Jerozolimie w 1118 roku przez siedmiu francuskich rycerzy w celu ochrony pielgrzymów przybywających do świętych miejsc. Przyjmując śluby zakonne ubóstwa i czystości, szybko stał się siłą bojową, której obawiali się wszyscy jego przeciwnicy. Jednym z jego pierwszych zwolenników był opat cystersów (później ogłoszony świętym) Bernard z Clairvaux, któremu przypisywane jest autorstwo Reguły Zakonu Templariuszy, a także listu, w którym chwalono cnoty i udzielano wskazówek jego rycerzom. Artykuł ten odpowiada na pytanie: „kim był Bernard z Clairvaux?” i poddaje analizie list napisany w 1130 roku przez Bernarda do Mistrza Templariuszy. Fragmenty wskazówek Bernarda pozostają aktualne dla dzisiejszych członków Zakonu Templariuszy. Niniejszy tekst proponuje skróconą, nowoczesną wersję listu Bernarda oraz przysięgę, która może być używana przez współczesnych templariuszy[1].

 

Wiadomo, że patronem wczesnego Zakonu Templariuszy był Bernard z Clairvaux, któremu przypisuje się opracowanie Reguły Zakonu Templariuszy. Bernard rozpoczął swoją karierę kościelną jako członek Zakonu Benedyktynów, ale już w XII wieku wiele osób w zakonie uważało, że Reguła św. Benedykta nie jest już ściśle przestrzegana i że chwieją się jego chrześcijańskie fundamenty. Bernard był jednym z tych, którzy zakwestionowali znaczenie zakonu. Ale kim był Bernard z Clairvaux?

Bernard z Clairvaux, opat i doktor Kościoła, urodził się w 1090 roku na zamku Fontaines pod Dijon we Francji. Jego ojcem był baron Tescelin, matką zaś Aletta z Montbard – oboje byli członkami arystokracji na terenie Burgundii. Bernard był trzecim z siedmiorga dzieci, z których sześcioro było synami. W wieku dziewięciu lat został wysłany do szkoły w gminie Châtillon-sur-Seine, prowadzonej przez kanoników diecezjalnych w kościele Saint Vorles.

Pochodzący z burgundzkiej arystokracji ziemiańskiej Bernard dorastał w towarzystwie pięciu braci i jednej siostry. Rodzinna atmosfera wzbudziła w nim głęboki szacunek dla miłosierdzia, sprawiedliwości i szczerych uczuć wobec innych ludzi. Wiara i moralność były traktowane przez niego poważnie, ale bez popadania w pychę. Jego rodzice byli wyjątkowymi wzorcami cnoty. Mówi się, że śmierć jego matki Aletty w 1107 r. tak bardzo dotknęła Bernarda, że stwierdził on, iż właśnie wtedy rozpoczęła się jego „długa droga do całkowitego nawrócenia” i zawierzenia się Kościołowi.

Bernard prezentował wielkie zamiłowanie do literatury i przez pewien czas poświęcał się poezji. Sukcesy w nauce przysporzyły mu podziwu ze strony nauczycieli. Chciał doskonalić się w literaturze, aby móc studiować Biblię. Odwrócił się od edukacji literackiej i od awansu kościelnego, by prowadzić życie w stanie wyrzeczeń i samotności, co pozwoliło na praktykowanie przez całe życie ascetycznych rytuałów (ścisły post, brak snu itp.). Wpłynęło to poważnie na jego stan zdrowia – dręczyła go niedokrwistość, migreny, nieżyt żołądka, nadciśnienie, a także zanikający zmysł smaku przez całe życie.

Początkowo Bernard wstąpił do Zakonu Benedyktynów, lecz po śmierci matki starał się o przyjęcie do nowo zreformowanego Zakonu Cystersów. Starając się udoskonalić swą wiarę, zwrócił się o radę do opata z Citeaux, Stephena Hardinga, i postanowił wstąpić do walczącej o uznanie, małej wspólnoty zwanej cystersami, która została założona w 1098 r. w celu przywrócenia monastycyzmu benedyktyńskiego do bardziej prostego i surowego stanu. W 1115 r. Harding wyznaczył Bernarda, mającego 25 lat, do poprowadzenia małej grupy mnichów w celu założenia nowego domu zakonnego na odosobnionej polanie w dolinie Val d’Absinthe, około 15 km na południowy wschód od Bar-sur-Aube, którą nazwał Claire Vallée (Jasną Doliną), czyli „Clairvaux”, na granicy Burgundii i Szampanii. Czterech braci, wujek, dwóch kuzynów, architekt i dwóch doświadczonych mnichów pod przewodnictwem Bernarda znosiło skrajne niedostatki przez ponad dekadę, zanim opactwo Clairvaux stało się samowystarczalne.

Tymczasem, gdy zdrowie Bernarda pogarszało się, jego duchowość pogłębiała się. Pod naciskiem przełożonych kościelnych i przyjaciół, zwłaszcza biskupa i uczonego Wilhelma z Champeaux, przeniósł się na emeryturę do małej chatki w pobliżu klasztoru. To właśnie tam jego geniusz pisarski objawił się w ponad 300 listach, których był autorem. Listy te charakteryzują się powtarzalnością odniesień do Ojców Kościoła oraz wykorzystaniem analogii, etymologii, aliteracji i symboli biblijnych, a także są nasycone wyjątkowym brzmieniem i poetyckim geniuszem.

To tutaj również stworzył mały, ale kompletny traktat o mariologii (studium doktryn i dogmatów dotyczących Marii Dziewicy) pt. „Błogosławieństwa Matki Dziewicy”. Bernard miał zostać głównym orędownikiem umiarkowanego kultu Dziewicy, choć nie popierał koncepcji Niepokalanego Poczęcia Maryi. Był szczególnie oddany Dziewicy Maryi, a później napisał kilka utworów o „Królowej Nieba”.

W ciągu trzech lat od wstąpienia do Zakonu Cystersów został mianowany opatem trzeciego klasztoru Cystersów, który założył w Clairvaux. Bernard wykazał się tam niewielką cierpliwością w stosunku do mnichów, którzy chcieli poluzowania jego standardów. Mimo sprzeciwu niektórych mnichów klasztor pod jego kierownictwem rozwijał się pomyślnie. Do 1118 roku opactwo Clairvaux było w stanie założyć pierwszą „córkę” – pierwszy z około 70 podległych klasztorów cysterskich. Bernard ufundował monaster Clairvaux, który z kolei za jego życia utworzył kolejnych 100 klasztorów.

W tym samym czasie wykazał się rosnącą mądrością duchową. Jeśli chodzi o niebezpieczeństwo duchowej pychy, powiedział: „Są ludzie, którzy chodzą ubrani w tuniki i nie mają nic wspólnego z futrami, którym mimo to brakuje pokory. Z pewnością pokora w futrach jest lepsza niż pycha w tunikach”. Walki Bernarda z cielesnością w tym okresie mogą tłumaczyć jego wczesne i raczej konsekwentne zamiłowanie do wstrzemięźliwości fizycznej.

Prawdopodobnie z powodu swojej surowej ascezy Bernard stał się za życia bardziej mistyczny, wierząc, że poznać Boga to doświadczyć Boga, a nie zdobywać „wiedzę o Bogu”. Bernard głosił bezpośrednią wiarę w zbawienie, w ramach której pośredniczką była Dziewica Maryja.

Nieformalne wpływy polityczne Bernarda zostały wzmocnione poprzez wybór w 1145 r. na papieża Eugeniusza III, jednego z byłych cysterskich uczniów Bernarda. Bernard miał wysokie mniemanie o papieżu i nazwał go „wyjątkowym wikariuszem Chrystusa, który przewodzi nie jednemu narodowi, lecz całemu społeczeństwu”.

Do 1119 r. cystersi posiadali statut zatwierdzony przez papieża Kaliksta II dla dziewięciu opactw pod zwierzchnictwem opata z Cîteaux. Bernard zmagał się i nauczył żyć z nieuniknionym napięciem spowodowanym jego pragnieniem służenia innym w miłości poprzez posłuszeństwo oraz pragnieniem kultywowania życia wewnętrznego na drodze pozostawania w klasztornej zagrodzie. Jego ponad 300 listów i kazań jest wyrazem dążenia do połączenia mistycznego życia w Bogu z przyjaźnią dla tych, którzy są w nędzy i troski o wierne wykonywanie obowiązków strażnika życia Kościoła.

Bernard również obcował z naturą i powiedział:

„Uwierz mi, bo wiem, że w lesie znajdziesz coś znacznie większego niż w książkach. Kamienie i drzewa nauczą cię tego, czego nie możesz nauczyć się od mistrzów”.

Prawdopodobnie w 1128 r. Bernard miał uczestniczyć w zwołanym przez papieża Honoriusza II Synodzie w Troyes, który miał rozstrzygnąć pewne spory biskupów paryskich i uregulować inne sprawy Kościoła francuskiego. Biskupi mianowali Bernarda sekretarzem posiedzenia i powierzyli mu zadanie sporządzenia statutów synodalnych. To właśnie na tym spotkaniu Bernard nakreślił Regułę Templariuszy, którzy wkrótce stali się jego ideałem szlachty chrześcijańskiej. Około roku 1130 chwalił templariuszy w swoim liście „Liber ad milites templi de laude novae militiae” (Pochwała Nowego Rycerstwa).

Ze względu na porażki w bitwach w Ziemi Świętej papież Eugeniusz III i król Francji Ludwik VII skłonili Bernarda do popierania II wyprawy krzyżowej (1147-49), aby zapobiec perspektywie wielkiej nawałnicy muzułmanów, zagrażającej zarówno łacińskim, jak i greckim prawosławnym. Krucjata zakończyła się niepowodzeniem z powodu nieuwzględnienia przez Bernarda kłótliwej natury polityki, narodów, dynastii i poszukiwaczy przygód. Był idealistą, którego ascetyczne ideały z Cîteaux zostały mu zaszczepione przez rycerską tradycję ojca i pobożność matki.

W tym czasie przyszły wieści z Ziemi Świętej, które zaalarmowały świat chrześcijański. Chrześcijanie zostali pokonani podczas oblężenia Edessy, a większa część kraju wpadła w ręce Turków Seldżuckich. Królestwo Jerozolimy i inne państwa krzyżowców były zagrożone podobnymi klęskami. Delegacje biskupów Armenii zwróciły się o pomoc do papieża, a król Francji również wysłał ambasadorów. W 1144 r. Eugeniusz III zlecił Bernardowi propagowanie II krucjaty i udzielił tych samych odpustów, które papież Urban II przyznał uczestnikom I krucjaty. Na początku krucjacie nie towarzyszył wcale powszechny entuzjazm, inaczej niż to miało miejsce w 1095 roku. Bernard uznał za celowe rozmyślanie nad przyjęciem krzyża jako potężnego środka do uzyskania rozgrzeszenia za grzechy i uzyskania łaski.

31 marca, w obecności króla Francji Ludwika VII wygłosił on kazanie do ogromnego tłumu na polach Vézelay we Francji. Na wzgórzu za miastem została wzniesiona duża platforma. Król i mnich stali obok siebie, reprezentując połączoną wolę ziemi i nieba. Pozytywnym emocjom wobec Synodu w Clermont (1095 r.), kiedy to Piotr Pustelnik i Urban II rozpoczęli I krucjatę, dorównywało teraz zainspirowane przez Bernarda wzmożenie religijne. Poparcie dla II krucjaty zawdzięczało wiele apelowi wygłoszonemu przez Bernarda:

„Ci, którzy mnie słuchacie, pośpieszcie kroku, aby uspokoić gniew Niebios! Zostawcie czcze błaganie o Jego dobroć, bo to daremne biadolenie lub zamartwianie się, lecz ujmijcie w ręce swe niepokonane tarcze. Zgiełk bitewny, niebezpieczeństwa, trudności i ryzyko wojenne to jest pokuta, jaką nakłada na was Bóg. Idźcie naprawiać swe błędy i winy w zwycięstwach przeciw niewiernym, i niech wyzwolenie Świętej Ziemi stanie się szlachetną nagrodą tego nawrócenia”.

 

Podobnie jak we wcześniejszej scenie z 1095 roku, wołanie „Deus vult! Deus vult!” („Bóg tak chce! Bóg tak chce!”) przetoczyło się przez pola i zostało następnie podkreślone apelem mówcy: „Przeklęty niech będzie ten, kto nie splamił swego miecza krwią”.

 

Św. Bernarda pamięta się dziś nie tyle za jego reformatorski zapał i nawołujące do krucjaty kazania, co za mistyczne pisma. Jego najbardziej znanym dziełem jest traktat „O miłowaniu Boga”, w którym na samym początku określa swój cel: „Chcesz, żebym ci powiedział, dlaczego i jak Bóg powinien być kochany. Moja odpowiedź jest taka, że sam Bóg jest powodem, dla którego ma być kochany”.

 

Filar kościoła

Dojrzała i najbardziej aktywna faza kariery Bernarda miała miejsce w latach 1130-1145. W tych latach zarówno opactwo Clairvaux, jak i Rzym, centrum średniowiecznego chrześcijaństwa, skupiały się na osobie Bernarda. Będąc pośrednikiem i doradcą kilku zgromadzeń cywilnych i kościelnych oraz powiernikiem pięciu papieży, angażował się on w debaty teologiczne na przestrzeni siedmiu lat rozłamu papieskiego, ale mimo to znalazł czas na wygłoszenie wielu kazań na temat biblijnej „Pieśni nad pieśniami”. Uważał, że jego rolą jest pomoc w uzdrowieniu kościoła z ran zadanych przez antypapieży oraz pielęgnowanie przyjaźni ze strony największych ówczesnych duchownych. Był nawet w stanie udzielić reprymendy papieżowi, jak to uczynił w liście do Innocentego II.

 

Nawoływał papieża Eugeniusza do podkreślenia wyższości jego papieskiej roli jako duchowego przywódcy Kościoła nad jego rolą jako przywódcy wielkiej władzy doczesnej oraz był główną postacią w radach kościelnych. Jego największe literackie przedsięwzięcie, „Kazania o Pieśni nad Pieśniami”, zostało napisane w tym aktywnym okresie. Ujawniło ono jego nauczanie, często określane jako „słodkie niczym miód”, co znalazło później odzwierciedlenie w jego przydomku „doctor mellifluus” (czyli doktor miodopłynny). Kazanie, o którym mowa, to nadrzędna pieśń miłosna: „Bóg Ojciec nigdy nie jest w pełni poznany, jeśli nie jest doskonale miłowany”. Dodajmy do tego jedną z ulubionych modlitw Bernarda: „Skąd się bierze miłość Boga? Od Boga. A jaka jest miara tej miłości? Kochać bez miary”, a odnajdziemy klucz do głoszonej przez niego doktryny.

 

Wiele cudów zostało przypisanych wstawiennictwu Bernarda. Pewnego razu przywrócił mowę starcowi, aby mógł on wyznać swoje grzechy przed śmiercią. Innym razem ogromna liczba much, które nawiedziły kościół Foigny, padła natychmiast po objęciu ich przez św. Bernarda ekskomuniką.

 

Bernard zmarł 20 sierpnia 1153 roku, mniej więcej miesiąc po śmierci papieża Eugeniusza, w opactwie Clairvaux w wieku 63 lat, po ponad 40 latach posługi w roli mnicha. Był pierwszym Cystersem umieszczonym w spisie świętych i został kanonizowany przez papieża Aleksandra III 18 stycznia 1174 roku. W 1830 r. papież Pius VIII nadał Bernardowi tytuł Doktora Kościoła.

 

Pochwała Nowego Rycerstwa (Liber ad milites Templi: De laude novae militae)

Około 1130 roku, po zakończeniu Synodu w Troyes, Bernard zwrócił uwagę na prośbę swojego przyjaciela Hugona de Payensa o opracowanie reguły zakonnej templariuszy, która byłaby podobna do Reguły św. Bernarda. Mnich usprawiedliwia długie opóźnienie w odpowiedzi na prośbę Hugona w poniższym fragmencie listu zaczerpniętego z oryginału:

Prolog

Do Hugona, rycerza Chrystusa i mistrza rycerzy Chrystusa: Bernard, tylko z imienia, opat Clairvaux, który życzy mu uczestniczenia w słusznej walce.

Jeśli się nie mylę, poprosiłeś mnie drogi Hugonie nie raz czy dwa, lecz trzy razy o napisanie kilku słów napomnienia dla ciebie i twoich towarzyszy. Mówicie, że jeśli nie wolno mi władać włócznią, to przynajmniej mogę skierować moje pióro przeciwko tyranicznemu wrogowi, i że to moralne, a nie materialne wsparcie ze strony mojej, będzie dla was niemałą pomocą. Musiałem was zbyć na jakiś czas, nie dlatego, że lekceważyłem waszą prośbę, ale raczej po to, by nie winić mnie za lekkomyślne i pospieszne jej potraktowanie. Obawiałem się, że mogę nie podołać zadaniu, które może być lepiej wykonane przez bardziej wprawną rękę, a które być może pozostanie, z mojego powodu, tak samo konieczne i tym trudniejsze.

Czekając w ten sposób od dłuższego czasu na próżno, zrobiłem teraz, co mogłem, aby moja niezdolność nie została pomylona z niechęcią. To do czytelnika należy ocena wyniku. Jeśli niektórzy uznają moją pracę za niezadowalającą lub niewystarczającą, będę mimo wszystko zadowolony, ponieważ nie zawiodłem, by dostarczyć ci najlepszą odpowiedź na jaką mnie stać.

ROZDZIAŁ 1

Pochwała nowego rycerstwa

(W tym pierwszym rozdziale swojego listu czy traktatu św. Bernard przyznaje, że nowe rycerstwo nie istniało w przeszłości; jest to rycerstwo ludzi, których „dusza jest chroniona przez zbroję ukutą z wiary, tak jak ciało jego jest chronione przez zbroję wytopioną ze stali”… „nie chodzi o to, że boi się ono śmierci – nie, ono jej pragnie. Dlaczego miałoby ono bać się żyć lub bać się umrzeć, skoro dla niego życie jest Chrystusem, a śmierć jest korzyścią?”).

Mówi się, że na ziemi narodził się nowy rodzaj rycerstwa, w tym kraju, w którym wschodzące słońce przyszło z wysokich niebios. Tak jak rycerstwo wtedy nękało książąt ciemności siłą swojej potężnej ręki, tak i tam teraz gromi ich naśladowców, dzieci niewiary, zmuszając je do ucieczki dzięki swym potężnym mocom. Nawet teraz doprowadza do odkupienia swego ludu, podnosząc dla nas ponownie róg zbawienia w domu swego sługi Dawida.

To jest, mówię, nowy rodzaj rycerstwa nieznany wcześniej. Nieustannie prowadzi ono podwójną wojnę zarówno przeciwko ciału i krwi, jak i przeciwko duchowej armii zła w niebiosach. Kiedy ktoś mocno opiera się wrogowi polegając wyłącznie na sile ciała, nie zauważyłbym tego, ponieważ jest to dość powszechne. A gdy wojna jest prowadzona przez duchową siłę przeciwko występkom lub demonom, to również nie jest niczym niezwykłym, godnym pochwały, ponieważ świat jest pełen mnichów. Ale kiedy widzi się człowieka, który potężnie opasuje się dwoma mieczami, jak i szlachetnie zaznacza swój pas rycerski, któż nie uznałby tego za godne podziwu, tym bardziej że dotychczas nie było to powszechne? Człowiek ten jest prawdziwie nieustraszonym rycerzem zabezpieczonym z każdej strony, ponieważ jego dusza jest chroniona zbroją wiary, tak jak jego ciało jest chronione zbroją ze stali. Jest więc podwójnie uzbrojony i nie odczuwa strachu ani przed demonami, ani przed ludźmi. Nie, że boi się śmierci – nie, on jej pragnie. Dlaczego miałby bać się żyć lub bać się umrzeć, skoro dla niego życie jest Chrystusem, a śmierć jest nagrodą? Z ochotą i wiernie służy Chrystusowi, ale wolałby o wiele bardziej być już w niebie wspólnie z Chrystusem.

Ruszajcie więc z ufnością, rycerze, i z mocnym sercem odpychajcie wrogów krzyża Chrystusa. Wiedzcie, że ani śmierć, ani życie nie mogą oddzielić was od Bożej miłości, która jest w Jezusie Chrystusie. W każdym niebezpieczeństwie powtarzajcie: „Czy żyjemy, czy umieramy, należymy do Pana”. Cóż za chwała powrócić po zwycięstwie z takiej bitwy! Jakże błogosławione jest tam umrzeć jako męczennik! Radujcie się, dzielni wojownicy, jeśli żyjecie i zwyciężacie w imię Pana; ale jeszcze większa chwała i radość, jeśli będziecie umierać i dołączycie do swojego Pana. Choć życie rzeczywiście jest owocne, a zwycięstwo chwalebne, to ważniejsza od nich jest święta śmierć. Jeśli błogosławieni są ci, którzy umierają w Panu, o ileż bardziej święci są ci, którzy umierają za Pana!

 

Dla pewności, cenna w oczach Pana jest śmierć jego świętych sług, bez względu na to, czy giną w bitwie, czy w łóżku, ale śmierć w boju jest cenniejsza, ponieważ jest bardziej chwalebna. Jak bezpieczne jest życie, gdy sumienie jest czyste! Jak solidne jest, powiadam, życie, gdy śmierć jest oczekiwana bez bojaźni, a raczej, gdy jest pożądana z uczuciem i przyjmowana z czcią! Jak święte i niebudzące obaw jest to rycerstwo i jak całkowicie wolne od podwójnego ryzyka, na które narażają się ludzie, którzy nie walczą dla Chrystusa! Ilekroć wyruszasz, o ziemski wojowniku, musisz się bać, aby śmierć cielesna twojego wroga nie oznaczała twojej własnej duchowej śmierci, lub aby twoje ciało i dusza razem nie zostały przez niego unicestwione.

W istocie, porażka lub zwycięstwo dla chrześcijanina zależy od stanu jego serca, a nie od losów wojny. Jeżeli walczy w godnej sprawie, to natura tej walki nigdy nie może być zła; i podobnie, rezultaty walki nigdy nie mogą być uważane za dobre, jeżeli powód był nikczemny, a intencje przewrotne. Jeśli zdarzy się, że zostaniesz zabity, podczas gdy chcesz tylko zabić innego człowieka, umrzesz jako morderca. Jeśli ci się uda, i dzięki woli pokonywania przeciwnika, przypadkowo zabijesz człowieka, będziesz żyć w roli mordercy. Dlatego teraz nie wystarczy być mordercą, żywym czy martwym, zwycięskim czy pokonanym. Cóż za niefortunny tryumf – pokonać człowieka poddając się niegodziwości i rozkoszować się próżną chwałą po jego upadku, gdy gniew i pycha cię owładnęły!

Ale co z tymi, którzy nie zabijają ani kierowani zemstą, ani motywowani pychą, ale po prostu po to, by ocalić siebie? Nawet takiego zwycięstwa nie nazwałbym dobrym, ponieważ śmierć cielesna jest naprawdę mniejszym złem niż śmierć duchowa. Dusza nie musi umierać, w przeciwieństwie do ciała. Nie, to dusza, która grzeszy, umrze.

ROZDZIAŁ DRUGI

O rycerstwie świeckim

(W tym rozdziale, św. Bernard nakłania rycerzy, aby wyrzekli się ozdób, aby nosili tylko to, co jest właściwe i konieczne do walki – bez długich tunik, bez futer, bez biżuterii).

Jaki jest zatem koniec lub owoc tego ziemskiego rycerstwa, czy też raczej łotrostwa, jak powinienem je określić? Co, jeśli nie grzech śmiertelny zwycięzcy i wieczna śmierć pokonanych? Cóż, pozwólcie, że zapożyczę słowo od Apostoła Chrystusa i polecę temu, kto orze, aby orał w nadziei, a temu, kto młóci, by czynił to ze względu na przyszły owoc.

Co więc, o rycerze, jest tym potwornym błędem i co to za nieznośny zapał, który nakazuje wam walczyć z taką ambicją i zawziętością, i to wszystko bez celu, z wyjątkiem śmierci i grzechu? Pokrywacie swoje konie jedwabiem, a zbroję nie wiem jakiego rodzaju suknami; upiększacie swoje tarcze i siodła; ozdabiacie swoje wędzidła i ostrogi złotem i srebrem oraz szlachetnymi kamieniami, a potem w całej tej chwale zmierzacie do zguby w bojaźliwym gniewie i beztroskim szaleństwie. Czy to są pułapki wojownika, czy też nie są to raczej błahostki kobiety? Czy myślicie, że miecze wrogów zostaną zawrócone przez wasze złoto, oszczędzą wasze klejnoty lub nie będą w stanie przebić delikatnych jedwabi?

Jak sami często z pewnością doświadczaliście, wojownik potrzebuje przede wszystkim następujących trzech rzeczy – musi umieć bronić się, polegając na sile, sprycie i staranności; musi być swobodny w ruchach i szybki w dobywaniu miecza. Dlaczego więc oślepiacie się zniewieściałymi puklami i potykacie się o długie tuniki, chowając kruche, delikatne ręce w wielkich, nieporęcznych rękawach? Przede wszystkim istnieje ta straszna niepewność sumienia, mimo całego waszego rynsztunku, ponieważ odważyliście się podjąć tak niebezpieczną profesję z tak wątpliwych i niepewnych przyczyn. Co jeszcze jest powodem wojen i źródłem sporów między wami, oprócz nierozważnych ataków gniewu, pragnienia próżnej chwały, czy też pożądania ziemskich zbytków? Z pewnością nie jest bezpiecznie zabijać lub być zabitym z takich powodów jak tu wymienione.

ROZDZIAŁ TRZECI

O rycerzach Chrystusa

(W tym rozdziale św. Bernard udziela odpustu rycerzom, którzy zabijają w służbie Chrystusa).

Jednakże rycerze Chrystusa mogą bezpiecznie toczyć bitwy w imię Pana, nie obawiając się ani grzechu, jeśli unicestwią wroga, ani ryzyka własnej śmierci; ponieważ zadać śmierć lub umrzeć dla Chrystusa nie jest grzechem, ale raczej uzasadnionym roszczeniem do chwały. W pierwszym przypadku rycerz zapewnia chwałę Chrystusowi, a w drugim zyskuje miłość Chrystusa dla samego siebie. Pan swobodnie akceptuje śmierć wroga, który go obraził, a jeszcze bardziej swobodnie ofiarowuje się na pocieszenie swojego poległego rycerza.

Rycerz Chrystusa, powiadam, może walczyć z nadzieją i umrzeć w jeszcze większej nadziei, bo służy Chrystusowi, gdy wyciągnie miecz, i służy samemu sobie, gdy polegnie. Nie nosi też miecza na próżno, jako że jest Bożym sługą, który karze złoczyńców i głosi dobro. Jeśli zabije niegodziwca, nie jest zabójcą człowieka, ale, jeśli mogę tak powiedzieć, pogromcą zła. Jest bezsprzecznie mścicielem Chrystusa wobec nikczemników i słusznie jest uważany za obrońcę chrześcijan. Jeśli sam zostanie zabity, wiemy, że nie zginął, ale zawitał bezpiecznie do portu. Kiedy zadaje śmierć, czyni to ku chwale Chrystusa, a kiedy spotyka go śmierć, to dla własnego zbawienia. Źródłem chrześcijańskiej chluby jest śmierci poganina, ponieważ Chrystus zostaje uwielbiony, podczas gdy śmierć chrześcijanina daje sposobność Panu świata do okazania szczodrości w nagrodzeniu swojego wojownika. W jednym przypadku cnotliwi będą się radować, gdy spostrzegą, że sprawiedliwości stało się zadość, a w drugim człowiek stwierdzi, iż doprawdy istnieje nagroda dla sprawiedliwych; ostatecznie to Bóg jest królem ziemi.

Nie mam zamiaru twierdzić, że poganie mają być zabijani, gdy istnieje jakikolwiek inny sposób, aby powstrzymać ich od nękania i prześladowania wierzących, ale tylko, że obecnie lepszym rozwiązaniem wydaje się ich zniszczyć, niż dopuścić aby los sprawiedliwych oddać w ręce grzeszników oraz aby sprawiedliwi być może dopuścili się nieprawości.

Co wtedy? Jeśli nie jest nigdy dozwolone, aby chrześcijanin walczył mieczem, to dlaczego poprzednik Zbawiciela życzył żołnierzom, aby byli zadowoleni ze swoich czynów, a nie raczej zabronił im podążać za tym powołaniem? Ale jeśli jest to dozwolone wszystkim tym, którzy są w ten sposób przeznaczeni Bogu, jak to ma rzeczywiście miejsce, pod warunkiem, że nie poświęcili się innemu zadaniu, kto, pytam, ma większe prawo do tego niż ci których ręce i serca oddają się dla Syjonu, miasta naszej siły?

Tak więc kiedy naruszyciele boskiego prawa zostaną wydaleni, prawy naród, który broni prawdy, może pewnie wkroczyć. Z pewnością jest rzeczą właściwą, aby ludy, które kochają wojnę, zostały przegonione, aby ci, którzy nas niepokoją zostali powstrzymani i aby wszyscy oddani nieprawości zostali wygnani z miasta Pana. Narody te są zajęte grabieżą ogromnych bogactw umieszczonych w Jerozolimie przez narody chrześcijańskie, profanowaniem rzeczy świętych i posiadaniem sanktuarium Bożego jako ich dziedzictwa. Niech oba miecze wiernych spadną na karki wroga, w celu unicestwienia każdej ważkiej rzeczy wywyższającą się ponad mądrość Boga, czyli chrześcijańską wiarę oraz aby poganie nie zawołali wtedy: „Gdzież jest ich Bóg?”.

Gdy zostaną przepędzeni, Pan powróci do swojej macierzy, do swojego domu, który wzbudził jego gniew w Ewangelii: „Oto” – powiedział – „wasz dom zostanie wam pusty”. Skarżył się przez Proroka: „Opuściłem mój dom, porzuciłem moje dziedzictwo”, lecz spełni to inne proroctwo: „Pan odkupił swój lud i uwolnił go. Przyjdą i będą się radować na górze Syjon i cieszyć się z dobrych rzeczy Pana”.

Radujcie się Jerozolimą i doceńcie teraz czas, w którym jesteście odwiedzani! Bądźcie wdzięczni i wychwalajcie wspólnie pustkowia Jerozolimy, jako że Pan podniósł na duchu swój lud. On wyzwolił Jerozolimę. Pan odsłonił swe święte ramię na oczach wszystkich ludów. O dziewico Izraela, upadłaś i nie było nikogo, kto by cię podniósł. Powstań teraz i otrząśnij się z pyłu, o dziewico, oddana córko Syjonu. Wstań, mówię, i to stań wysoko. Doznaj szczęścia, które przychodzi do ciebie od twojego Boga. Nie będziesz już dłużej nazywana opuszczoną, ani też twoja ziemia nie będzie już dłużej określana mianem pustyni; Pan bowiem upodobał sobie ciebie, a twoja ziemia zostanie zaludniona. Podnieś swoje oczy, rozejrzyj się wokół siebie i zobacz; wszystko to zostało zdobyte i oddane w twoje ręce. Oto pomoc udzielona ci od Najświętszego! Dzięki temu spełniła się już starożytna obietnica: „Uczynię cię dumą wieczności, radością z pokolenia na pokolenie. Będziesz ssać mleko narodów i karmić się przy piersi królów”. I znowu: „Jak matka pociesza swoje dzieci, tak ja pocieszę ciebie, a w Jerozolimie będziesz pokrzepiony”.

Czy nie widzisz, jak często ci starożytni świadkowie zapowiadali nadejście nowego rycerstwa? Naprawdę, jak wtedy słyszeliśmy, tak i teraz widzimy je w mieście Pana zastępów. Oczywiście, nie możemy pozwolić, aby te dosłowne spełnienia oślepiały nas na duchowe znaczenie tych tekstów, ponieważ musimy żyć w wiecznej nadziei pomimo takich doczesnych realizacji proroczych wypowiedzi. W przeciwnym razie to, co materialne zastąpiłoby to, co nieuchwytne, materialne ubóstwo zagrażałoby duchowemu bogactwu, a obecne majątki zapobiegałyby przyszłym spełnieniom. Co więcej, doczesna chwała ziemskiego miasta nie przyćmiewa chwały jego niebiańskiego odpowiednika, ale raczej przygotowuje na niego, przynajmniej tak długo, jak pamiętamy, że jedno jest postacią drugiego i że to niebiański wymiar jest naszą ojczyzną.

ROZDZIAŁ CZWARTY

Życie rycerzy Chrystusa

(Nowe rycerstwo jest zdyscyplinowane, co stanowi o sile bojowej, a rycerze nigdy nie są bezczynni, lecz zawsze angażują się w użyteczne działania, takie jak naprawianie zbroi. Wśród rycerstwa nie ma żadnej różnicy rangi ani szlachetności, ich włosy są noszone krótko; rzadko myją lub układają włosy, które ku ich zadowoleniu są zmierzwione i pokryte pyłem. Nie brakuje im ani militarnej siły, ani monastycznej łagodności).

A teraz jako wzór, a przynajmniej w celu zawstydzenia tych naszych rycerzy, którzy walczą dla diabła, a nie dla Boga, pokrótce przedstawimy życie i cnoty tych kawalerów Chrystusa. Zobaczmy, jak się zachowują w domu oraz podczas bitwy, jak się prezentują publicznie, i w jaki sposób rycerz Boży różni się od zwykłego rycerza.

Po pierwsze, w żadnym wypadku nie brakuje im dyscypliny, a posłuszeństwo nigdy nie jest obiektem wzgardy. Jak świadczy Pismo Święte, niezdyscyplinowany syn zginie, a bunt jest grzesznym świadectwem czarów; odmowa posłuszeństwa jest jak zbrodnia bałwochwalstwa. Dlatego też przychodzą oni i odchodzą na polecenie przełożonego. Ubierają się w to, co on im daje, i nie dopuszczają się nosić ubrań lub spożywać jadła pochodzącego z innego źródła. Tak więc unikają każdego zbytku w ubiorze i nadmiaru żywności i zadowalają się jedynie tym, co jest konieczne. Żyją niczym bracia w radosnym i statecznym towarzystwie, bez żon i dzieci. Aby ich ewangelicznej doskonałości nic nie brakowało, mieszkają zjednoczeni w jednej rodzinie, bez żadnej osobistej własności, starając się zachować jedność Ducha w więzi pokoju. Można by rzec, że cała ich rzesza ma tylko jedno serce i jedną duszę do tego stopnia, że żaden z nich nie kieruje się własną wolą, ale raczej stara się iść za dowódcą.

Nigdy nie pozostają bezczynni i nie włóczą się bez celu, ale w rzadkich przypadkach, gdy nie są na służbie, zawsze starają się zapracować na chleb, naprawiając zużytą zbroję i podarte ubranie lub po prostu porządkując rzeczy. Co do reszty, kierują się wspólnymi potrzebami i rozkazami swego mistrza.

Nie ma między nimi żadnej różnicy, a szacunek okazywany jest raczej zasługom niż szlachetnej krwi. Rywalizują między sobą we wzajemnej trosce i dźwigają wspólnie swe brzemiona, wypełniając w ten sposób prawo Chrystusowe. Żadne nieodpowiednie słowo, bezczynność, niepohamowany śmiech, nawet najmniejszy szept lub plotka nie są pozostawione bez reakcji, w momencie gdy dadzą o sobie znać. Wyrzekają się gry w kości i szachy i brzydzą się gonitwą; nie zachwycają się absurdalnym okrucieństwem sokolnictwa, jak to jest w zwyczaju. Co do błaznów, magików, bardów, trubadurów i śmiałków walczących na kopie, gardzą nimi i odrzucają ich tak samo jak wszelakie inne zuchwalstwo i wierutne oszustwa. Ich włosy są noszone krótko, zgodnie z nauczaniem Apostoła, które mówi, że hańbą dla człowieka jest pielęgnowanie długich pukli. Zaiste, rzadko myją i nigdy nie czeszą czupryny, aby ku ich satysfakcji wyglądała ona na zaniedbaną i zakurzoną, noszącą ślady słońca i zbroi.

Kiedy nadarza się bitwa, zbroją się wewnętrznie w wiarę, a zewnętrznie w stal, zamiast ozdabiać się złotem, ponieważ ich zadaniem jest wzbudzanie strachu u wroga, a nie zachłanności. Szukają koni silnych i sprawnych, a nie olśniewających i dobrze umaszczonych; skupiają ich uwagę na toczeniu zwycięskiej walki, a nie na paradowaniu na pokaz. Nie myślą o sławie i starają się raczej robić wrażenie groźnych niż ekstrawaganckich. Jednocześnie nie są kłótliwi, impulsywni ani nadmiernie pochopni, lecz trzeźwo, roztropnie i przezornie ustawieni są w uporządkowane szeregi, jak czytamy o ojcach. W rzeczy samej, prawdziwy Izraelita jest człowiekiem pokoju, nawet gdy idzie do boju.

Kiedy już znajdzie się w ferworze bitwy, rycerz ten odkłada na bok swoją poprzednią łagodność, jakby chciał powiedzieć: „Czyż nie nienawidzę tych, którzy Ciebie nienawidzą, o Panie; czyż nie odczuwam wstrętu do Twych wrogów?” Ci wojownicy od razu rzucają gwałtownie na wroga, traktując go niczym stado owiec. Bez względu na to, jaka jest przewaga liczebna przeciwników, nigdy nie traktują ich jako zaciekłych barbarzyńców ani jako budzącej respekt hordy. Nie liczą też na własne siły, lecz ufają Panu armii, który zapewni im zwycięstwo. Pamiętają o słowach Machabeuszy: „To wystarczy, aby tłum został pokonany przez garstkę. Dla Boga niebios nie ma znaczenia, czy udziela wybawienia poprzez nielicznych czy wielu; ponieważ zwycięstwo na wojnie nie zależy od wielkiej armii, a odwaga jest darem niebios”. Wiele razy widzieli, jak jeden człowiek ścigał tysiąc nieprzyjaciół, a dwaj śmiałkowie zmusili dziesięć tysięcy przeciwników do ucieczki.

Tak więc, w cudowny i niepowtarzalny sposób wydają się oni łagodniejsi od baranków, a jednocześnie bardziej dzicy od lwów. Nie wiem, czy byłoby bardziej właściwe nazywać ich mnichami czy żołnierzami, chyba że lepiej byłoby określić ich na te dwa sposoby. Rzeczywiście, nie brakuje im ani klasztornej łagodności, ani potęgi militarnej. Co możemy o tym powiedzieć jak nie to, że zostało to uczynione przez Pana i podziwiamy to z zachwytem. Są to wybrane boskie oddziały, zwerbowane z krańców ziemi; dzielni mężowie Izraela wybrani, aby dobrze i wiernie strzec tego grobowca będącego łożem prawdziwego Salomona; każdy z nich dzierży miecz w ręku i jest znakomicie wyszkolony do wojny.

ROZDZIAŁ PIĄTY

Świątynia

(W tym ostatnim rozdziale swojego listu św. Bernard opisuje warunki mieszkalne nowego rycerstwa. Są one proste, fasada ozdobiona jest raczej bronią niż świecznikami czy kadzielnicami; świątynia jest udekorowana siodłami, wędzidłami i lancami).

Ich pomieszczenia mieszkalne rzeczywiście znajdują się w samej świątyni w Jerozolimie, która nie jest tak rozległa jak starożytne arcydzieło Salomona, ale jest nie mniej cudowna. Doprawdy cała wspaniałość pierwszej świątyni opierała się na nietrwałym złocie i srebrze, wypolerowanych kamieniach i szlachetnym drewnie; podczas gdy całe piękno i łaskawy urok jej obecnego odpowiednika polegają na religijnym zapale jej mieszkańców i zdyscyplinowanym zachowaniu. W pierwszej z nich można było delektować się całą paletą pięknych barw, w drugiej zaś otaczać czcią wszelkiego rodzaju cnoty i dobre uczynki. Rzeczywiście, świętość jest odpowiednią ozdobą dla domu Bożego. Można tam zachwycać się wspaniałymi zasługami, a nie błyszczącym marmurem i być oczarowanym czystym sercem, a nie złoconymi boazeriami.

Bez wątpienia fasada tej świątyni jest ozdobiona, ale raczej bronią niż klejnotami, a w miejsce starożytnych złotych koron, jej ściany pokryte są wokół tarczami. W miejsce świeczników, kadzielnic i dzbanów, dom ten jest dobrze zaopatrzony w siodła, wędzidła i lance. Za sprawą tych wszystkich detali nasi rycerze wyraźnie pokazują, że są ożywieni tym samym zapałem do domu Bożego, który od dawna namiętnie rozpalał ich przywódcę, gdy ten zbroił swoje najświętsze ręce, nie w miecz, ale bicz. Wykonawszy go z kawałków sznurka, wszedł do świątyni i wyrzucił kupców, rozrzucił monety lichwiarzy i przewrócił stoiska sprzedawcy gołębi, uznając te niecne praktyki za potwarz dla domu modlitwy.

Zatem poruszeni przykładem swojego króla, jego oddani żołnierze sądzą, iż znacznie bardziej haniebne i nieskończenie bardziej niedopuszczalne jest splugawienie świętego miejsca obecnością pogan, niż kupców. Po wprowadzeniu się do tego świętego domu razem z końmi i bronią, usunięciu z niego oraz innych świętych miejsc każdej niechrześcijańskiej plamy i wypędzeniu despotycznej hordy, oddają się oni dniem i nocą zarówno pobożnym modlitwom, jak i czynnościom praktycznym. Są szczególnie uważni, by darzyć świątynię Bożą gorliwym i szczerym szacunkiem, ofiarowując poprzez pobożną służbę nie ciało zwierząt według starożytnych obrzędów, ale prawdziwe, pokojowe dowody braterskiej miłości, oddanego posłuszeństwa i dobrowolnego ubóstwa.

Te wydarzenia w Jerozolimie wstrząsnęły światem. Odległe wyspy bacznie się przyglądają, a ludzie z daleka nadstawiają ucha. Nadciągają tłumnie ze Wschodu i Zachodu, niczym strumień powodziowy przynoszący chwałę narodom i rwąca rzeka, która raduje miasto Boże. Cóż może być bardziej zyskownego i przyjemnego do oglądania niż widok tak licznej rzeszy przybywających, aby wzmocnić nielicznych? Co, jeśli nie podwójna radość z obserwowania nawrócenia tych byłych bezbożnych łotrów, świętokradzkich złodziei, morderców, złoczyńców i cudzołożników? Podwójna radość i podwójna korzyść, jako że ich rodacy są w tym samym stopniu szczęśliwi, że się ich pozbyli, co ich nowi towarzysze, że mają ich przyjąć. Obie strony odniosły korzyść z tej wymiany, ponieważ ci ostatni zostali wzmocnieni, a ci pierwsi są teraz pozostawieni w pokoju. W ten sposób Egipt raduje się z ich nawrócenia i odejścia, podczas gdy góra Syjon cieszy się, a córki Judy są rad, iż mogą pozyskać nowych opiekunów. W pierwszym przypadku chwała przychodzi z ich rąk, podczas gdy w drugim istnieją wszelkie powody, aby spodziewać się wybawienia z tych samych rąk. Egipt z radością obserwuje, jak ich okrutni grabieżcy odchodzą, podczas gdy córki Judy z radością przyjmują swoich wiernych obrońców; tak oto jedni ku swej uciesze są podniesieni na duchu, podczas gdy drudzy odnoszą pożytek z odejścia.

Jest to sprawiedliwość, którą Chrystus wymierza przeciwko swoim wrogom, aby zatriumfować potężnie i chwalebnie nad nimi używając ich własnych środków. W istocie, jest to fakt zarówno radosny jak i stosowny, że ci, którzy tak długo walczyli z nim, będą w końcu walczyć dla niego. Tak więc on rekrutuje swoich żołnierzy spośród swoich wrogów, tak jak kiedyś przemienił Saula prześladowcę w Pawła kaznodzieję. Dlatego nie jestem zaskoczony, że, jak sam nasz Zbawiciel potwierdził, sąd niebiański czerpie więcej radości z nawrócenia jednego grzesznika niż z cnót wielu sprawiedliwych ludzi, którzy nie mają potrzeby nawrócenia. Z pewnością nawrócenie tak wielu grzeszników i złoczyńców uczyni teraz tyle samo dobra, ci ich dawne złe uczynki wyrządziły zła.

Niech żyje święte miasto, uświęcone przez Najwyższego jako jego własny przybytek, aby takie pokolenie mogło być zbawione w tobie i przez ciebie! Witaj, miasto wielkiego Króla, źródło tak wielu radosnych i niespotykanych cudów! Niech żyje pani narodów i królowa krajów, dziedzictwo patriarchów, matka apostołów i proroków, źródło wiary i chwały dla ludu chrześcijańskiego! Jeśli Bóg pozwolił ci być tak często oblężonym, to tylko po to, aby dać odważnym ludziom okazję do męstwa i nieśmiertelności.

Pozdrawiam cię ziemio obiecana, źródło mleka i miodu dla twych starożytnych mieszkańców, stań się teraz źródłem uzdrawiającej łaski i niezbędnego pożywienia dla całej ziemi! Tak, mówię wam, jesteś tą dobrą i doskonałą ziemią, której głębiny posiane zostały niebiańskim ziarnem pochodzącym z serca Ojca Przedwiecznego. Jakże obfity plon męczenników wydałaś z tego boskiego nasienia! Twa żyzna ziemia nie zawiodła w dostarczaniu wspaniałych przykładów każdej chrześcijańskiej cnoty dla całej ziemi – niektóre z nich przynoszą owoce trzydziestokrotne, inne sześćdziesięciokrotne, a jeszcze inne stukrotne. Dlatego ci, którym dane było cię zobaczyć, są najszczęśliwiej wypełnieni wielką obfitością twej słodyczy oraz są dobrze odżywieni dzięki twej wspaniałej szczodrości. Wszędzie, gdzie się udają, głoszą chwałę twej wielkiej dobroci i przekazują blask twej boskości tym, którzy jej nigdy nie widzieli, głosząc nawet na krańcach ziemi cuda, których dokonałaś. Tak, chwalebne rzeczy są o tobie opowiadane, mieście Bożym! Teraz zatem nie będziemy szczędzić zachwytów, które przecież nie są ci obce, na cześć i ku chwale twego imienia.

 

List uwspółcześniony

Biorąc pod uwagę komentarze do oryginalnego listu oraz realia współczesnego życia, pierwotny list został skondensowany do formy, która, jak liczy autor, stanowi bardziej praktyczną i nowoczesną lekturę tego utworu:

„Do Hugona, rycerza Chrystusa i mistrza rycerzy Chrystusa. Bernard, tylko z imienia, opat Clairvaux, który życzy mu (Hugonowi), aby prowadził słuszną walkę.

Opis stylu życia rycerzy Świątyni

A teraz jako wzór godny naśladowania… przedstawimy pokrótce życie i cnoty tych kawalerów Chrystusa. Przekonajmy się, jak prowadzą się zarówno w domu, jak i podczas bitwy, jak postępują publicznie oraz w jaki sposób rycerz Boży różni się od rycerza ziemskiego. Po pierwsze, w żadnym wypadku nie brakuje im dyscypliny, a posłuszeństwo stoi zawsze na pierwszym miejscu. Jak świadczy Pismo Święte, niezdyscyplinowany syn zginie… Dlatego przychodzą i odchodzą na polecenie swojego przełożonego. Ubierają się w to, co im daje … W ten sposób unikają wszelkiego nadmiaru odzieży i pożywienia i zadowalają się jedynie tym, co jest niezbędne. Żyją jak bracia w radosnym i spokojnym towarzystwie… prowadzą życie zjednoczeni w jednej rodzinie… dbają o zachowanie jedności Ducha w więzi pokoju. Można by powiedzieć, że cała ich armia ma tylko jedno serce i jedną duszę… Nigdy nie siedzą bezczynnie i nie włóczą się bez celu, lecz w rzadkich przypadkach, gdy nie są na służbie, zawsze starają się zapracować na chleb, naprawiając zużytą zbroję i podarte ubranie lub po prostu przywracając rzeczy do porządku. Co do reszty, kierują się wspólnymi potrzebami i rozkazami swego pana. Nie ma między nimi żadnej różnicy w zajmowanej pozycji, a szacunek okazywany jest raczej zasługom niż szlachetnej krwi. Są wobec siebie wyrozumiali i dźwigają wzajemnie swe brzemiona, wypełniając w ten sposób prawo Chrystusowe. Żadne nieodpowiednie słowo, bezczynność, niekontrolowany śmiech, nawet najmniejszy szept lub narzekanie nie są pozostawione bez błyskawicznej reakcji. Stronią od gry w kości i w szachy oraz brzydzą się pospolitą gonitwą… pogardzają… próżną i nieuczciwą postawą. Kiedy nadarza się bitwa, uzbrajają się duchowo w wiarę, a fizycznie w stal, zamiast ozdabiać się złotem, a to dlatego że ich misją jest wzbudzanie strachu u wroga, a nie potęgowanie jego zachłanności… za cel obierają sobie walkę o zwycięstwo, a nie paradowanie na pokaz. Nie myślą o chwale i starają się wzbudzać szacunek zamiast groteskowych komentarzy. Jednocześnie nie są kłótliwi, pochopni ani nadmiernie pośpieszni, lecz trzeźwo, roztropnie i przezornie ustawieni w bojowym szyku, jak czytamy o ojcach. Zaiste, Izraelita jest człowiekiem pokoju, nawet gdy idzie do boju.

 

Tak więc w cudowny i niepowtarzalny sposób wydają się oni łagodniejsi od baranków, a jednocześnie bardziej dzicy od lwów. Nie wiem, czy byłoby bardziej właściwe nazywać ich mnichami czy żołnierzami, chyba że lepiej byłoby określić ich na te dwa sposoby. Rzeczywiście, nie brakuje im ani klasztornej łagodności, ani potęgi militarnej. Co możemy o tym powiedzieć jak nie to, że zostało to uczynione przez Pana i podziwiamy to z zachwytem. Są to wybrane boskie oddziały, zwerbowane z najdalszych zakątków ziemi; dzielni mężowie Izraela wybrani, aby dobrze i wiernie strzec tego grobowca będącego łożem prawdziwego Salomona; każdy z nich dzierży miecz w ręku i jest znakomicie wyszkolony do wojny”.

Non nobis, Domine, non nobis, sed nomini tuo da gloriam

 Nie nam, Panie, nie nam, lecz Twemu imieniu daj chwałę

(Psalm 115, Biblia Tysiąclecia)

O autorze:

Autor jest Mistrzem Zakonu Templariuszy OSMTJ, generałem brygady armii Stanów Zjednoczonych w stanie spoczynku, który od ponad dwudziestu pięciu lat jest zaangażowany w działalność współczesnego Zakonu Templariuszy i inne niosące pomoc zakony. Został wyróżniony Wielkim Krzyżem w Suwerennym Zakonie Rycerskim Świątyni Jerozolimskiej – OSMTJ (wcześniej zastępca Regenta, Wielki Przeor Austrii, współtwórca Bractwa Tadzrelebi w byłej sowieckiej republice Gruzji); posiadacz Wielkiego Krzyża w Najwyższym Zakonie Rycerskim Świątyni Jerozolimskiej – OSMTH (zastępca Wielkiego Komandora, Wielki Kanclerz, Wielki Przeor Austrii, współtwórca Bractwa Tadzrelebi w Gruzji); odznaczony Wielkim Krzyżem w Rycerskim i Szpitalniczym Zakonie Świętego Łazarza z Jerozolimy – OSLJ (Komandor Komandorii Karpackiej); odznaczony Wielkim Krzyżem w Zakonie Orła Gruzińskiego – OEG; piastuje 3 rangę w Zakonie Zasłużonych dla Bezpieczeństwa Narodowego (medal Cheon-Su), Republiki Korei Południowej.

 

 

 

 

 

[1] To, co tu następuje, stanowi kompendium informacji z różnych stron internetowych. Przepraszam autorów tych stron, że nie wyraziłem odpowiedniego uznania dla każdego z nich. Należy tu wymienić:

 – Stevena Grobschmidta, „The Rule of St. Benedict Compared with the Rule of the Templars” (Reguła św. Benedykta w porównaniu z Regułą Templariuszy), ORB Online Encyclopedia, http://the-orb.arlima.net/encyclop/religion/monastic/comprule.html

– Helen Nicholson, „Contemporary reactions to the foundation of the Templars” (Współczesne reakcje na fakt powstania templariuszy), http://www.deremilitari.org/RESOURCES/SOURCES/templars1.htm

– Wikipedia, the free encyclopedia, „Bernard of Clairvaux”, https://en.wikipedia.org/wiki/Bernard_of_Clairvaux

Kilian McDonnell, „Spirit and Experience in Bernard of Clairvaux” (Duch i doświadczenie u Bernarda z Clairvaux), O.S.B. American Theological Library Association